Grudzień miesiącem wydawania

Mąż, chcąc zmusić wyjątkowo rozrzutną żonę do ograniczenia wydatków, prosi ją o założenie specjalnego zeszytu, w którym będzie zapisywała wszystkie transakcje kartą kredytową. Po kolacji, małżonka z niewinnym uśmiechem podaje mu kajecik…

– Żwirek dla kota:    19,80 zł

Sfinansuj faktury SMEO

– Świece zapachowe: 16,99 zł

– Rukola w doniczce:  5,40 zł

– Inne: 532,50 zł…

Jeżeli październik – nie wiedzieć czemu – jest miesiącem oszczędzania, grudzień na pewno można nazwać miesiącem wydawania. Eksperci jednej z firm zajmującej się skutecznym odzyskiwaniem zaległych długów wyliczyli w wolnej chwili, że gdybyśmy cały rok wydawali pieniądze z taką intensywnością jak przez kilkanaście (od Mikołaja do Gwiazdki) grudniowych dni, to miesięczny koszt utrzymania przeciętnej polskiej rodziny przekroczyłby 10 tys. zł. To na pewno więcej niż rzeczywiste dochody większości polskich rodzin, ale od czego są karty kredytowe? Już co szósty Polak ma w portfelu kartę kredytową, choć – trzeba to uczciwie przyznać – 1/3 tych kart w ogóle nie jest używana.

Średni limit na karcie kredytowej sięga kilku tysięcy złotych (niespełna 4 tys. zł), a modelowym posiadaczem i użytkownikiem plastikowego i oprocentowanego pieniądza jest mężczyzna (tak, tak – mężczyzna, a nie kobieta!) w wieku 35-39 lat.

Nawiasem mówiąc, wydatki kartami kredytowymi będącymi w posiadaniu pań są niższe niż panów, ale powody takiego stanu rzeczy mogą być prozaiczne. Po pierwsze: banki dają paniom niższe limity na kartach kredytowych, ponieważ kobiety zarabiają w Polsce średnio mniej niż mężczyźni. Po drugie: często w rodzinie jest tylko jedna karta kredytowa, będąca na dodatek w posiadaniu mężczyzny.

Już tylko dla zaspokojenia próżnej ciekawości wszystkich zakupoholików i zakupoholiczek spieszymy donieść, że bywają wydawane w naszym kraju karty kredytowe z limitem sięgającym… 500 tys. zł. To karty dla najbogatszych klientów banków, którzy niekiedy życzą sobie, aby ich osobista karta kredytowa inkrustowana była np. niewielkim brylancikiem (owszem – zdarzają się takie fanaberie).

Zaś zwykłym zjadaczom chleba posiadającym karty kredytowe w portfelach, radzimy postąpić tak jak jeden z naszych kolegów, który zaopatrzył żonę w modną ostatnio ekologiczną torbę na zakupy, opatrzoną sentencją wydrukowaną wielkimi literami: „Dobry Boże spraw, abym w tym sklepie kupiła to, po co przyszłam…”

Na koniec przypomnijmy, że nic tak dobrze nie poprawia humoru jak zakupy (szczególnie w przypadku pań). Trzymajmy się więc trzech zasad, które zapewnią nam radość z kupowania:

  1. Nigdy nie odwlekajmy w czasie zakupów drogich rzeczy. Po namyśle może się bowiem okazać, że ich w ogóle nie potrzebujemy.
  2. Używajmy karty kredytowej i raczej nie chodźmy na zakupy z gotówką. Jej znikanie z portfela może nas gwałtownie otrzeźwić i popsuć całą zabawę.
  3. Nie dbajmy przesadnie o zachowanie paragonów. Zawsze może się zdarzyć, że małżonek/małżonka wygonią nas z domu w celu oddania nowej i niezbędnej, właśnie zakupionej rzeczy.