Ogrzewanie gazem – czy to się może opłacać?

Styczniowy poniedziałek, szósta rano. Przed myciem zębów wizyta w piwnicy, gdzie jedno z pomieszczeń od lat pełni rolę przykurzonej popiołem mini kotłowni. To „gorące serce” naszego 150-metrowego domu.

Nic tak nie cieszy domowego palacza, jak coraz głośniej huczący ogień w starym, węglowym piecu CO, o trudnej do określenia sprawności. Godzinę później, temperatura w sypialni na piętrze podskoczy z 16 do 20 stopni. Dzieci wypełzną spod kołder, a żona zacznie przygotowywać śniadanie…

Grzejąc węglem zawsze będzie taniej?

Powyższy obrazek może być codziennością dla nawet 40-45 proc. gospodarstw domowych w Polsce. – Palenie węglem zawsze wychodzi taniej – powtarzają zwolennicy węglowego oszczędzania i przytaczają twarde dane. Ktoś wyliczył, że roczny koszt ogrzewania węglem 150-metrowego domu, sięgnie 4 tys. zł. Rachunek wystawiony przez gazownię na pewno przekroczy 6 tys. zł (w skali roku), a przy braku rozsądku będzie jeszcze wyższy.

Problem – jak zwykle – tkwi w szczegółach. Autorzy owych wyliczeń, drobnym druczkiem wyjaśnili, że jako przykład przyjęli piec węglowy z podajnikiem, o sprawności 75 proc. Tymczasem, w większości starszych domów, wciąż z powodzeniem działają zasmolone stare kotły (tzw. zasypowe), których sprawność nie sięga nawet 30 proc. Dla porównania wyjaśnijmy, że nowoczesne piece gazowe mają wspomnianą sprawność (im wyższa tym lepiej) sięgającą 95 proc.

Jeżeli więc mamy w domu stary piec węglowy, niskie rachunki mogą być iluzją. Jego obsługa to najczęściej wyzwanie z kategorii „prawdziwie męskich przygód”, a – mimo palenia na pełen gwizdek – przez sporą część dnia w domu i tak jest zimno.

Ogrzewanie gazem – jak zmniejszyć wydatki?

Na początek drobna uwaga, która dla większości może być zaskakująca. Otóż gaz, jest najtańszym, dostępnym paliwem dla ogrzewania domu. Mówimy oczywiście o nowoczesnym ogrzewaniu, nie wymagającym wizyt w brudnej kotłowni kilka razy dziennie. Roczny koszt elektrycznego ogrzania (np. elektryczne ogrzewanie podłogowe) wspomnianego 150-metrowego domu, nie będzie raczej niższy niż 10 tys. zł. Podobne, a może nawet wyższe rachunki otrzymamy ogrzewając olejem opałowym. Tylko dla porządku wyjaśnijmy, że rozwój współczesnej techniki grzewczej działa na korzyść gazu. Nowoczesne kotły kondensacyjne (centralnego ogrzewania) z zasobnikami ciepłej wody użytkowej (wody do mycia) to rozwiązanie pozwalające jeszcze bardziej zmniejszyć rachunki. Najważniejsze jednak jest odpowiednie ocieplenie domu. Nie musi to być od razu tzw. dom pasywny (niektórzy przekonują, że dom pasywny produkuje energię cieplną, zamiast ją zużywać), ale gruba warstwa izolacyjna na ścianach i szczelne okna sprawią, iż gazowy kocioł będzie pracował dość rzadko.

Węgiel w odwrocie – gaz w natarciu

Nie bez znaczenia jest fakt, że – czy to się komuś podoba, czy nie – ogrzewanie węglem jest i będzie na cenzurowanym. Plany, aby zlikwidować palenie węglem w miastach (do 2020 r.) najpewniej zostaną zrealizowane, więc zakup nietaniego przecież pieca węglowego z podajnikiem do nowo wybudowanego domu, raczej mija się z celem. Lepiej zainwestować we wspomniany kondensacyjny kocioł gazowy i zadbać o doskonałe ocieplenie domu.

Choć dużo słychać o gazowych wojnach, nikt raczej nie powinien mieć wątpliwości – to gaz będzie w najbliższych latach głównym surowcem energetycznym używanym do ogrzewania domów. Dodatkowym argumentem przemawiającym za gazem, jest rozpoczęta w UE demonopolizacja gazowego rynku. Już teraz możemy zmienić dostawcę gazu (tak, jak to robimy z prądem i choćby z operatorami telekomunikacyjnymi), choć dominująca pozycja PGNiG (Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo) jest na razie oczywista. Gdy gazowy rynek zostanie uwolniony, sprzedawcy bardziej będą konkurować cenowo.